RECENZJE
Ciemne czasy PRL-u (Bogusława Latawiec „Ciemnia”) Dariusz Muszer “Homepage Boga” Postapokaliptyczna wizja świata w “Kopule” Pawła Jakubowskiego Kobiece czytanie i pisanie. Intertekst (Aleksandra Słowik, “Sakwojaż Penelopy”) Mroczna strona Szczecina Ezoteryczny kryminał z historią w tle
Czy można kochać i nienawidzić równocześnie? “Obejrzyj się w gniewie” Teatru NIE MA Życie jako refleksyjna groteska, czyli weekend z Teatrem “nie ma” Życie jako refleksyjna groteska, czyli weekend z Teatrem “nie ma” “Szkoda, że jest nierządnicą” w realizacji Teatru Polskiego w Szczecinie Diabelskie sceny we Współczesnym Melancholie i śmiech teatralnych pionierek – Stworzenia Sceniczne
(Nie)krótkie chwile samotności Three days in Szczecin Three days in Szczecin
0

27 grudnia 2013

BYĆ – rozmowa z Mirosławą Piaskowską-Majzel

Mirosława Piaskowska-Majzel – poetka, prozaiczka, nauczycielka języka polskiego o tym, co niedookreślone i magiczne w jej najnowszym tomie poezji (Po)między, a także o kondycji współczesnego człowieka oraz możliwości bycia sobą.

Hanna Woroniuk: Zdaje się jakby trzeci tom Pani wierszy (Po)między wskazywał, że poezja zaczyna się “między”. Czy rzeczywiście tak jest? Czy może jej miejsce jest “po”?

Mirosława Piaskowska-Majzel: Poezja jest i tu, i tu. W jednym i drugim miejscu jest częścią wrażeń, przeżyć, w końcu refleksji. Nie można powiedzieć, które momenty dla słów zapisanych obok siebie są ważniejsze. Wydaje mi się, że nie należy bagatelizować „między” i „po”. Czas nie ma z tym nic wspólnego. Pozornie mogłoby się wydawać, że czas ma znaczenie, bo im dalej od wrażenia do refleksji, tym więcej przestrzeni dla obiektywizmu. W „(Po)między” każda z chwil ma wartość i nawet jeśli coś jest subiektywne, to dlatego, że pojęcie obiektywizmu straciło na znaczeniu. Nie będzie przesadą, jeśli powiem „mój obiektywny punkt widzenia”.

Często w Pani poezji sytuacja liryczna rozgrywa się w czasie niedookreślonym, w “czasie poza kalendarzem”… Czy to wtedy dzieją się rzeczy niezwykłe?

W czasie niedookreślonym i niedookreślonej przestrzeni. Proszę zwrócić uwagę, że trudno w ogóle scharakteryzować w tym tomie czas i przestrzeń (w przeciwieństwie do dwóch wcześniejszych). Zależało mi na tym, by każdy, kto zechce czytać moją książkę, miał możliwość budowania swojego czasu i swojej przestrzeni. O wrażeniach nie wspominam, bo wydaje mi się, że mamy je wszyscy podobne. Niestety, widzę w nas wszystkich więcej podobieństw niż różnic (decydujących o naszej wyjątkowości i niepowtarzalności). Jesteśmy zwyczajni, podobnie czujemy, cierpimy, płaczemy, cieszymy się itp. Natomiast życie jest niezwykłe i my w pewnym sensie mamy na to wpływ. Niezwykłość pojawia się w relacjach człowieka z naturą i Bogiem. Niezwykłość pojawia się w relacjach człowieka z człowiekiem. Kiedy stoimy jak kołki, którym nie chce się zrobić kroku w prawo, lewo, do przodu, a nawet czasem do tyłu i to trwa, i trwa, to znaczy, że jest NIC. Kiedy jednak człowiek jest wrażliwy na coś więcej poza sobą, to znaczy, że wszystko wokół niego jest niezwykłe.

(Po)między nietypowe jest również wracanie do samotności, która w Pani wierszach jest stanem wyjątkowym…

Samotność jest wyjątkowa. Tutaj jednak wyraźnie chciałabym oddzielić samotność od poczucia osamotnienia. Czasami odnoszę wrażenie, że zwłaszcza w XXI wieku samotność ma szczególną wartość. Świat się na nas rzuca z pazurami: reklamy w naszych komputerach, telefonach komórkowych, na ulicy, a nawet na grobach naszych bliskich, zapraszanie na najróżniejsze spotkania najróżniejszych firm – za pomocą telefonów stacjonarnych lub domofonu. Wielokrotnie planowałam sobie samotne godziny w domu i czekałam na nie z utęsknieniem, by uporządkować swój świat, by też odpocząć, poczytać, posłuchać muzyki. I co? Telefon dzwoni, domofon dzwoni. Musiałam nauczyć się je wyłączać. Żadna z osób, które do mnie dzwoniły w niezwykle ważnej sprawie, nie zdawała sobie sprawy, że właśnie pozbawia mnie – mnie. Zdarzało mi się, że – jak dziecko – nie wierzyłam w to, że ktoś ma śmiałość, by pozbawiać mnie bycia z sobą. XXI wiek odebrał nam możliwość korzystania z łask samotności. Bombarduje się nas z każdej strony informacjami – nie daje się nam czasu na to, by zweryfikować, która z nich jest ważniejsza. Tempo życia jest tak zawrotne, że przestajemy mówić od siebie, a zaczynamy powtarzać zdania wyjęte z ust kilku osób nagranych w telewizji, radiu, czy zapisanych w Internecie. Kiedy przestajemy zdawać sobie sprawę, że świat wszedł nam z brudnymi butami do domu, to znaczy, że nas nie ma, przestaliśmy istnieć. A ja chcę istnieć i dlatego uważam, że samotność jest magiczna. Daje mi prawo do bycia sobą, w ogóle do bycia.

Czy bywa Pani całkiem sama?

Nie wiem, jak rozumieć słowo: sama. Bywam sama, kiedy sobie tę „samość” zaplanuję i zafunduję. Wtedy jest pięknie. Bywam sama, kiedy sobie wyobrażam świat, w którym naprawdę nikogo nie ma. I wtedy nie jest dobrze. Lubię ludzi, choć mnie denerwują; lubię wchodzić z nimi w pewne relacje twórcze. Inne relacje, wynikające z pewnej kurtuazji (dyplomacji), nie interesują mnie, są wręcz uciążliwe. I chyba właśnie wtedy jestem sama tak, jak nie lubię: stoję obok i nie wierzę, że ja to ja.

Choć w tomie niewiele jest znaków zapytania, liczne kwestie pozostają nierozstrzygnięte. Dotyczą one głównie nie najlepszej kondycji współczesnego człowieka, jego relacji z Bogiem, ludźmi i kulturą. Jednak kreowane przez Panią obrazy nie są pozbawione nadziei… 

Kiedy ktoś mnie pozbawi nadziei, a najgorzej się zdarzy, gdy ja siebie pozbawię nadziei, to już nic nie będzie miało sensu. W taki scenariusz to ja jednak nie wierzę. Nadzieja jest i dlatego żyjemy. Lubię widzieć rzeczy takimi, jakimi one naprawdę są. I wymagam od siebie umiejętności mierzenia się z trudnymi prawdami (o charakterze ogólnoludzkim). I jeszcze wymagam od siebie, by mimo tak smutnych faktów o nas samych, nie dać się temu smutkowi ponieść. Piękno ciągle jest i jest Pięknem. Czego można chcieć więcej?

Kondycja człowieka rzeczywiście nie jest najlepsza. To smutne. Relacje z Bogiem, ludźmi i kulturą? Coraz ich mniej. Szkoda. Nie chodzi o spotkanie z Bogiem wykreowane przez Kościół, tej pokory nie umiem sama w sobie odnaleźć, ale chodzi mi o pewien szacunek dla Absolutu – Boga, którego istoty nie pojmiemy. Ludzie? Kim są? I czy umieją sobie postawić to pytanie? Wierzę, że umieją, ale czy stawiają sobie pytanie o to, kim są dla innych? Jak dzisiaj człowiek czyta drugiego człowieka? Internet, telefon komórkowy, knajpa… i unikanie fizycznej aktywności w życiu. W takim świecie musi być kłopot z kulturą, bo czym jest kultura? Chciałabym, żeby to słowo identyfikowane było z szacunkiem, a wtedy wszystko byłoby zdecydowanie prostsze. Bliski jest mi świat, którego nie rozumiem, ale bliski dlatego, że go szanuję za to, że w ogóle jest i daje mi jakąś szansę, by samej być. Dla mnie to jest nadzieja.

rozmawiała: Hanna Woroniuk

foto:  Zbigniew Wojciechowicz (1), Wydawnictwo FORMA (2)

  • Mirosława Piaskowska-Majzel
  • Wydawnictwo FORMA

About Krzysztof Lichtblau

View all posts by Krzysztof Lichtblau

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress