0

19 lutego 2014

Czy Jezus był ufoludkiem? (Wojciech Burger “Ostatni z Bogów”)

W 2009 roku Wojciech Burger zdobył rzesze fanów publikując kryminał o zabarwieniu ezoterycznym pt.: Szamani życia. Powieść okazała się gratką nie tylko dla fanów gatunku. Burger zaprosił nas na wycieczkę po historii dawnego Szczecina, zachęcając do podjęcia dyskusji nad sensem życia. W 2013 roku, nakładem Walkowska Wydawnictwo, ukazała się kontynuacja opowieści o komisarz Teresie Barbackiej i jej przyjaciołach. Jednak tych, którzy po nią sięgnęli, czekało wielkie rozczarowanie…

Szczeciński Dan Brown powraca

Szymon Jeż, wydawca, o powieści Burgera napisał:

Po przeczytaniu maszynopisu „Szamanów życia” scharakteryzowałem powieść stwierdzeniem, że Wojciech Burger to szczeciński Dan Brown.

Po przeczytaniu maszynopisu „Ostatniego z Bogów” zmieniłem zdanie i od tego momentu jestem przekonany, że mogę Dana Browna nazywać amerykańskim Wojciechem Burgerem!

Niewiarygodne zagęszczenie mało prawdopodobnych i nierealnych zdarzeń, faktów i okoliczności mimo wszystko pasuje do siebie idealnie tworząc bardzo rzeczywistą całość, w którą aż trudno uwierzyć.”

Nie lubię porównań, walczę z przypinaniem łatek i szufladkowaniem. Jednak bez względu na zdanie w tej kwestii, nie potrafię po prostu zrozumieć jak można nazwać Burgera Danem Brownem. Obaj pisarze oscylują wokół tajemniczości, sekretnych bractw i kwestii trudnych do pojęcia dla „zwykłego śmiertelnika”. Jednak ich podejście do sprawy jest zgoła różne. O ile Szamani życia to powieść, która mogłaby stanąć na półce obok twórczości Browna, o tyle Ostatni z Bogów to dzieło, które jest jedyne w swoim rodzaju. Owa niezwykłość działa jednak na niekorzyść powieści.

Z przykrością trzeba stwierdzić, że Ostatni z Bogów to dzieło nieudane. Po lekturze chce się zapytać: Gdzie ten kryminał? Gdzie te wspaniałe, złożone postacie? Gdzie Szczecin? Co to ma być? Znajomi z klasy, dobrze znani z pierwszej części, w nowej powieści ulegli spłaszczeniu. Są to postacie bezbarwne, każda z nich uosabia konkretną cechę – brak w ich postępowaniu prawdopodobieństwa psychologicznego czy obrazu złożonej osobowości.

Teresa Barbacka – zadziorna pani komisarz z pierwszej części – zamienia się w nudną (sic!) i filozofującą na każdym kroku szamankę, która nie ma życia wykraczającego poza polanę przed drewnianą chatką. A przecież w Szamanach życia była pełną rozterek kobietą, rozwodzącą się z mężem, potrafiącą zakochać się na nowo. Oddana pracy, odważna, starała się pilnować porządku na tym świecie (czy też mikroświecie, Szczecinie). Cóż, może nie potrafię po prostu zrozumieć procesu uduchowienia, który rzekomo zaszedł w bohaterce.

Podobnie dzieje się z innymi postaciami. Lewicka jest tylko samotną, nieco rozkapryszoną, rozgoryczoną kobietą. Edek mężczyzną z przeszłością, który powinien czym prędzej udać się na psychoterapię. Manny Penny to twór „Bondopodobny”. Kotas jest złym szefem i tyranem – och, mógł autor postarać się o bardziej wysublimowane nazwiska, jeśli już chciał bawić się językiem. Postacie Ostatniego z Bogów nie są z krwi i kości, są tekturowymi (nawet nie plastikowymi) figurkami rozłożonymi na powieściowej planszy.

Podobnie dzieje się z samą historią. Dwa morderstwa. Nic więcej. I choć można zbudować znakomitą i wciągająca historię opartą zaledwie na dwóch zabójstwach, nie udało się to szczecińskiemu powieściopisarzowi. W historii ważniejsze okazują się okołonaukowe dywagacje o spiskowej teorii dziejów, niż kryminalna zagadka.

Warto wspomnieć, że w jednym z rozdziałów następuje monolog profesora Kaczorowskiego, liczący ponad 60 stron, w którym przedstawiane są różne teorie spiskowe dziejów. Gdyby to był Dan Brown, zapewne wiedza teoretyczna byłaby odpowiednio dozowana, główny bohater zaś przedstawiałby najważniejsze fakty w sposób ciekawy i sfabularozowany. U Burgera mamy do czynienia z wtrętem popularnoonaukowym.

I trudno powiedzieć, żeby wypowiedzi drugiego bohatera typu: “Tak, naprawdę? Nie wiedziałem…” mogły rozładować napięcie pojawiające się w związku z naukowością. Po tym rozdziale bałam się czytać dalej. Obawiałam się, że postać profesora pojawi się ponownie. Burger jednak poszedł dalej. W powieści umieścił drugą postać skłonną do wygłaszania deklamacji na tematy paranormalne – Monikę. I tak miałam już na kartach Ostatniego z Bogów dwóch wrogów.

Odnotujmy, że w powieści umieszczono aż 135 przypisów! I nie są to w dużej mierze wzmianki dotyczące wyjaśnienia słowa z obcego języka, czy krótkie dopowiedzenia. Ostatni z Bogów zamienia się w pracę naukową, która po lekkim dopracowaniu mogłaby pewnie pretendować do miana rozprawy doktorskiej. Jednak nie o to chodzi czytelnikom sięgającym po kontynuację przygód Teresy Barbackiej. Ostatni z Bogów, zamiast być kolejną doskonałą powieścią, okazał się lekko (sic!) sfabularyzowanym traktatem naukowym.

Człowiek Ćma i ufoludki

Kod Leonarda da Vinci szokował, zmuszał do refleksji nad fundamentami kultury Zachodu. Powieść Browna była w pewnym sensie obrazoburcza. Autor pragnął zburzyć dotychczasowy porządek myślenia – to przyzwyczajenie, że prawdy raz ustalone będą obowiązywały do końca świata i o jeden dzień dłużej. Niekoniecznie trzeba w jego powieści upatrywać ataku na kościół i religię chrześcijańską. Jest to raczej wypowiedzenie wojny bierności, która zawładnęła społeczeństwem. Nie jest moim celem idealizowanie dzieła amerykańskiego pisarza. Kod Leonarda da Vinci to niewątpliwie dobrze napisana powieść przygodowa. Jest w niej jednak także miejsce na misterną grę symboliką oraz na ideologiczne przesłanie. Czy to samo można powiedzieć o Ostatnim z Bogów?

Po powieść Burgera powinni sięgnąć ci, którzy są zainteresowani lożą masońską i dowodami istnienia Obcych. Wspominani już profesor Kaczorowski oraz Monika co rusz przedstawiają żądnym sensacji naukowych policjantom teorie nie z tej ziemi. I tak wraz z bohaterami będziemy musieli zastanowić się, czy Jezus należał do tajnego naukowego bractwa. A może był… ufoludkiem? Żeby nie było nudno, zamiast porywającej historii Batmana czy Spiedermana poznamy… Człowieka Ćmę. Gdzieś obok pojawi się postać Gryfa, który jest już nieco bliższy szczecinianom. Czy te sensacje rodem z kosmosu szokują? Niestety, raczej śmieszą. Cytując jednego z bohaterów powieści:

- Miał pan rację, bez alkoholu trudno byłoby mi słuchać rewelacji, które pan zaserwował – upił ostatni łyk brandy.

Szczecin bez Szczecina

W Szamanach życia urzekał sposób, w jaki autor wykorzystał miasto. Szczecin stał się nie tylko tłem wydarzeń, ale także pretekstem dla podejmowanych działań oraz samodzielnym bohaterem opowiadanej historii. Czy to samo dzieje się w Ostatnim z Bogów? Niestety, nie. Burger jakby zapomniał o potencjale, jaki tkwi w Szczecinie – mieście palimpseście. Jedyne, co szczecińskie w jego nowej powieści to nazwy ulic i miejsc publicznych. Opisywana historia równie dobrze mogłaby zostać przeniesiona do dowolnego miasta – Warszawy, Gniezna czy Tennessee – i nic by to nie zmieniło. Wszakże w każdej aglomeracji są jakieś place, ulice, kawiarnie i sklepy. Trochę na wyrost mówi się o powieściach Burgera „Tryptyk szczeciński”. Obok wymienianych już dzieł należeć ma do niego powieść Ślady na śniegu.

Z nadzieją wczytywałam się we fragmenty dotyczące PRL-u. Obok planu głównego, na którym policjanci próbują rozwikłać tajemnicze morderstwo, pojawia się niewyjaśniona zagadka z przeszłości. Molik i Lewicka muszą udać się do Gieższ, aby tam zbadać kulisy afery szpiegowskiej sięgającej czasów Polski Ludowej. Burger znany jest ze znakomitej gry z historią. Myślałam, że tak barwne czasy jak okres PRL-u będą stanowiły znakomitą pożywkę dla powieściopisarza. Kwestia ta jednak została potraktowana po macoszemu. A do tego wszystkiego jeden z tajnych agentów okazał się Obcym…

Ostatniego z Bogów po prostu trudno się czyta. Powieść jest nudna, brak w niej nagłych zwrotów akcji, prawdopodobieństwa psychologicznego postaci, kryminalnej zagadki i szczecińskiego pierwiastka. Czytając tę „katastroficzną”  (w sensie dosłownym i przenośnym) opowieść marzyłam, aby w wyniku kataklizmu powieściowy świat został zmieciony z powierzchni ziemi. Jednak skoro istnieje ciąg dalszy, tak się nie stało. Obawiam się tego, co mogę zastać w kolejnej części trylogii.

Powieść Burgera jest absurdalna. Nic w niej nie pasuje, nic nie jest na swoim miejscu. Odnoszę wrażenie, że ktoś zestawił ze sobą parę elementów na chybił trafił i mu nie wyszło. Tematyka powieści nie koresponduje z przyjętą przez autora poetyką. Powieść oscyluje pomiędzy kryminałem, science fiction a Apokalipsą św. Jana. Wszystko to przypomina mi postulaty Czystej Formy Witkacego. I może właśnie o przerost formy nad treścią, zamierzony antypsychologizm i walkę z naturalizmem oraz realizmem chodziło autorowi? Tylko takie zamierzenia mogłyby tłumaczyć powstanie tej niezwykle grubej (600 stron) powieści.

Autor: Małgorzata Orlewicz

 

 

 

  • Ostatni z Bogów
  • Szamani życia
  • Walkowska Wydawnictwo
  • Wojciech Burger

About Małgorzata Orlewicz

View all posts by Małgorzata Orlewicz

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress