0

26 stycznia 2014

Jacek Hałas: Folk to taneczna muzyka

Kontynuuje tradycje wędrownych lirników (tzw. „dziadów”), którzy kilkaset lat temu podróżowali po słowiańskich wsiach i miastach, opowiadając przy psychodelicznie brzmiącym akompaniamencie liry korbowej historie z chrześcijańskim morałem. W świat dziadowskiej tradycji zabiera nas w rozmowie Jacek Hałas, jedna z najważniejszych postaci współczesnego polskiego folku.

Maciej Pieczyński: Dlaczego sięgnął pan po lirę korbową? To efekt poszukiwań muzycznych czy bardziej etnograficznych?

Jacek Hałas: Jedno i drugie. Wcześniej grałem tradycyjne pieśni dziadowskie na akordeonie. Jednak eksplorując coraz głębiej temat tej tradycji odkryłem, jak wielką rolę grała w niej właśnie lira korbowa. Choć na sam instrument trafiłem dość przypadkowo. Mój przyjaciel przywiózł jeden egzemplarz z Węgier. W pewnym momencie usiadłem i zacząłem na niej grać, z czystej ciekawości. I wtedy stwierdziłem, że to jest to. Było to około piętnastu lat temu. Od tamtej pory gram na tej samej lirze.

A skąd zainteresowanie tradycją dziadowską?

Zadecydowało sprzężenie różnych okoliczności i ludzi, których dane było mi spotkać już w okresie licealnym. Jednym z nim był Krzysztof Czyżewski, prowadzący dziś w Sejnach Fundację „Pogranicze”. Inspirowała mnie także działalność teatru Węgajty nawiązującego do folkloru. Generalnie zainteresował mnie trend powrotu do tradycji ludowej, odkrywania jej na nowo, jako czegoś żywego i naprawdę istotnego dla nas, jako artystów, ale i dla odbiorców.

Większość pańskiego repertuaru to pieśni religijne. Czy rzeczywiście grający na lirze korbowej dziadowie tak chętnie czerpali z tradycji biblijnej?

Tak. Około osiemdziesięciu procent ich repertuaru to pieśni religijne czy też moralizatorskie.

Robert Jaworski, lider formacji Żywiołak i Roberto de Lira & Kompany, akompaniuje na lirze korbowej do pieśni o tekstach czerpiących ze słowiańskiej demonologii. Wychodzi więc na to że jego neopogański folk nie ma nic wspólnego z prawdziwą tradycją lirników?

Powiedziałbym raczej, że Robert tworzy coś nowego na kanwie przedchrześcijańskich wierzeń. Ale to „nowe” oparte jest nie na jednoznacznych przekazach historycznych, a na tradycji, która przetrwała do naszych czasów nie bezpośrednio, a za pośrednictwem twórców romantyzmu czy Bolesława Leśmiana. To jest autorska wizja Roberta. Jednak większość śladów etnograficznych dotyczącej twórczości dziadów pochodzi z czasów późniejszych, kiedy chrześcijańskie widzenie świata było w ludzie już silniejsze niż pogańska demonologia.

Oskar Kolberg, z którego dziewiętnastowiecznych badań etnograficznych pan korzysta, nie zapisał zbyt wiele chyba o rusałkach czy demonach…

Nie, aczkolwiek jak trochę się poszpera w przekazach etnograficznych to można znaleźć wątki pogańskie, najczęściej ochrzczone. W folklorze świeckim jest tego więcej niż w przypadku tradycji dziadowskiej, która jednak miała wyraźny profil chrześcijański.

Z jakich warstw społecznych wywodzili się dziadowie?

Z bardzo różnych. To była mieszanina wybuchowa. Wśród nich byli żebracy, ale i nestorzy rodów. Najstarsi w rodzinie oddawali gospodarstwo młodym i ruszali w świat na żebry. Dziadowali także byli żołnierze. Służba wojskowa kilkaset lat temu trwała nawet 25 lat, więc po jej upłynięciu najczęściej nie było do czego wracać. Dziadowanie bywało także dziedziną tradycją rodzinną, przekazywaną z ojca na syna. Funkcjonował też, szczególnie na Ukrainie, gdzie lira korbowa była bardziej rozpowszechniona niż u nas, zawodowe szkoły i cechy lirnicze.

Zachowały się jakiekolwiek zapisy dźwiękowe, które pozwoliłyby ustalić, jak mogły brzmieć pieśni dziadowskie kilkaset lat temu?

Jeszcze w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku można było gdzieniegdzie posłuchać spadkobierców tej tradycji. Oskar Kolberg odnotował kilka tekstów czy zapisów nutowych tych pieśni. Miarodajnym źródłem są także kancjonały kościelne, dlatego, że część repertuaru przenikało z kościoła właśnie. Jest więc wiele elementów, z których można tę układankę zbudować.

Prowadzi pan warsztaty tańców ludowych. Dziś folk kojarzy się raczej z music world, muzyką, której się słucha, ale do której się nie tańczy…

Gros repertuaru muzyki tradycyjnej to, poza pieśniami obrzędowymi, muzyka taneczna, do dzisiaj zresztą funkcjonująca w różnych regionach. Na warsztatach uczę tańców z różnych regionów Polski i wschodu Europy. Mnie przede wszystkim interesuje funkcja społeczna tańca, a nie sama technika. Nie chodzi o stopień skomplikowania czy o maestrię kinetyczną. Szukam takich tańców, które nie wymagają wielkich umiejętności jak np. tango. To ma być przede wszystkim prawdziwa, integrująca taneczna zabawa przy akompaniamencie liry korbowej, akordeonu, skrzypiec, ludowych instrumentów perkusyjnych.

Jacy ludzie przychodzą na warsztaty tańców ludowych?

Bardzo różni. Dużo przychodzi młodych ludzi którzy nie wiedzą, co to jest. I potem już zostają. Przychodzą na te imprezy taneczne co miesiąc (w takich terminach staram się to organizować) ale przychodzą też ludzie w wieku średnim i starsi którzy pamiętają potańcówki czy to przy muzyce ludowej czy to wieczorki taneczne.

Prowadzi pan wraz z żoną projekt „Nomadzi Kultury” z którym jeździcie po różnych krajach Europy… Jak za granicą przyjmowany jest polski folklor?

Zawsze z dużym zainteresowaniem. Ale to też zależy od miejsca i wrażliwości na kulturę ludową. Są w Europie białe plamy, gdzie prawie nie funkcjonuje miejscowy folklor, ale są też takie miejsca jak Bretania czy Węgry, gdzie tradycja jest ciągle żywa. To zawsze ciekawe zetknięcie kultur, inspirujące spotkania, podczas których można dowiedzieć się, jak tańczy się i śpiewa w innych krajach.

Jak polskie tańce ludowe wyglądają na mapie tańców ludowych Europy – są bardziej czy mniej żywiołowe?

Polskie tańce są dość żywiołowe. Uogólniając i nie wchodząc w szczegóły, specyfiką polskiego tańca jest wirowanie? czyli obracanie się w parach w różnym rytmie, w różnych tempach. Na przykład mieszkańcy Kaukazu nie potrafią tańczyć w ten sposób. Tam podstawą tradycji tanecznej są korowody, tańce w rzędach, to wszystko wygląda zdecydowanie bardziej statycznie niż u nas.

Jakie najbliższe plany ma Jacek Hałas?

W pierwszą sobotę lutego będziemy prowadzić Noc Tańca w klubie tanecznym w katalońskiej miejscowości. Następnie jedziemy zagrać kilka koncertów w Danii. Potem przyjeżdżamy do Szczecina. Zapraszam 16 lutego na godzinę 17 na warsztaty do Domu Tańca w Teatrze Kana.

rozmawiał: Maciej Pieczyński

 

 

 

 

  • Jacek Hałas

About Maciej Pieczyński

View all posts by Maciej Pieczyński

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress