0

11 kwietnia 2014

Kontrapunkt 2014: Nie zapraszam do Jeżyc

Parafrazując słynne słowa inżyniera Mamonia z filmu „Rejs” – „monologi niedobre, i w ogóle brak akcji jest!”.Nic się nie dzieje. Nic się nie wydarza. Nie ma emocji Aż chce się wyjść z teatru, a twórcom spektaklu dokumentalnego „Jeżyce story: Gracze” powiedzieć: „game over”.

Poznajemy losy mieszkańców poznańskich Jeżyc. Opowiadają nam historie swojego życia tak różni ludzie jak wzięty biznesmen współpracujący z gwiazdami estrady, mężczyzna na wózku inwalidzkim czy wizażysta zwłok. W swoich opowieściach wymieniają ulice czy charakterystyczne miejsca Jeżyc. Zabieg ten, zapewne w założeniu mający wzmocnić realistyczną iluzję, mógł być męczący dla osób, które topografii Poznania nie znają.

Przy czym warto pamiętać, że szczytnym celem twórców spektaklu było odwrócenie perspektywy, przekroczenie granicy oddzielającej scenę od widowni, teatr od życia. W tym dokumentalizmie nie ma jednak nic nowego. Spektakle na podstawie wywiadów z „realnymi ludźmi” tworzyli już Brytyjczycy z teatru Royal Court czy Rosjanie z Teatru.doc, nazywając tę metodę verbatim, czyli dosłownie. Jednak brytyjscy i rosyjscy dokumentaliści byli artystycznie konsekwentni w wypieraniu teatralnej iluzji. U nich aktorzy nie grali, a wykonywali tekst, nadając mu rytmikę. Wierzchowski i Pawłowski nie odtworzyli rytmu Jeżyc. Nie stworzyli nastroju. Ich aktorzy, zamiast tekst wykonać, w tradycyjny sposób zagrali. Można więc było oczekiwać od nich, że będą psychologicznie realistyczni i wzbudzą emocje. Tymczasem historie swoich postaci opowiadali w tak bezpłciowy sposób, że nie dało się nawet poczuć współczucia do sympatycznego mężczyzny na wózku. Najwidoczniej twórcy spektaklu mieli ambicję inscenizacji telewizyjnych „Trudnych spraw” z jeżyckim, lokalnym kolorytem. Choć zapewne najsłynniejszy mieszkaniec Jeżyc – Peja – nie rozpoznałby w tak zagranych postaciach kolegów z dzielnicy.
Opowiadane na scenie historie były zdecydowanie przydługie i zbyt szczegółowe. Być może miało być jak u Czechowa. Jednak nawet jeśli u słynnego dramaturga występował przesyt szczegółów bytu codziennego, za tą werbalizowaną nudą kryły się niewypowiedziane tęsknoty, świadomość bezsensu rzeczywistości. Tutaj faktografia życia konkretnej postaci do spektaklu nie wnosiła nic, a jedynie przedłużała w nieuzasadniony sposób mękę widza. Ze spektaklu można było, owszem, wyciągnąć wiele interesujących informacji na temat techniki upiększania zwłok, czy poznać świat polskiej fonografii od kuchni. Dowiedzieć się czegoś na temat leczenia uzależnienia od hazardu.

Ale chyba nie tak widz współczesnego teatru wyobraża sobie dokumentalizm na scenie. Albo iluzja, albo dosłowność. Jeśli iluzja – to powinna poruszać, działać na emocje, umiejętnie nas oszukiwać, że to, co widzimy, wydarzyło się naprawdę. Jeśli dosłowność – to brak psychologicznego realizmu powinien być czymś zrekompensowany. Na przykład formą, rytmiką tekstu. W „Jeżycach”, mimo ogromnego potencjału przedstawionych historii – a właściwie ich fragmentów, po odrzuceniu niepotrzebnych dłużyzn – nie zagrało ani jedno, ani drugie. Brak akcji to w dzisiejszym teatrze żaden artystyczny grzech. Ale jeśli akcji nie ma, musi być coś w zamian. W „Jeżycach”a w zamian widz nie otrzymał nic. Zamiast dokumentalnej dosłowności jest dosłownie nuda.

Maciej Pieczyński

 

Roman Pawłowski, Marcin Wierzchowski

reżyseria – Marcin Wierzchowski
dramaturgia – Roman Pawłowski
scenografia i kostiumy – Matylda Kotlińska
muzyka – Michał „Litwa” Litwiniec
animacje – Daria Kopiec

premiera – 27 kwietnia 2013

występują: Dorota Abbe, Paweł Binkowski, Sebastian Grek, Paweł Hadyński, Andrzej Lajborek, Mariusz Puchalski

Spektakl prezentowany w ramach projektu „Pomosty teatru – pomosty kultury. O wzajemnym oddziaływaniu teatru polskiego i niemieckiego”

  • JEŻYCE STORY: GRACZE
  • Kontrapunkt
  • Kontrapunkt 2014
  • Teatr Lalek "Pleciuga"

About Maciej Pieczyński

View all posts by Maciej Pieczyński

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress