0

14 kwietnia 2014

Kontrapunkt 2014: W burdelu o powstaniu

Zagrają coś o powstaniu? To musi być złe. Znowu męczenie ludzi prześmiewczą krytyką narodowego wyzwolenia, kolejne “Wesele” i kolejny “Transatlantyk”. “Znowu spójrzmy na nas, Polaków”. Krótko, wiemy o co chodzi, czujemy, bo bliskie sercu. Stań i zaśpiewaj “Rotę”. Pluń kiedy trzeba i masz bunt.

Gorączka powstańczej nocy rozczarowała pod tym względem pozytywnie. To śmiech, ale nie ze stereotypów. To nie jest taki śmiech, który sam w sobie staje się już stereotypowy. Podniosłość powstania warszawskiego, tak jak je znamy, łączy się ze współczesną Warszawą. Miastem, gdzie problemów dostarczają media, a życie jest tak płaskie, że nawet fajnie jest np. pomartwić się trochę Ukrainą, może trochę podpalić tęczę albo sobie polatać balonem orendż. Dużo, choć bez pretensji, słyszymy od burdelowców o muzeum powstania warszawskiego. Nawiedzona historyczka porywa dzieci, bo to muzeum ma najlepszą ofertę edukacyjną. Piosenka reklamowa przedstawia niesamowite wrażenia, których dostarczy wizyta w obiekcie. To nawet miejsce randek, chociaż trochę nie wypada się chwalić. Powstaniec przenosi się w czasie, wśród hipsterów szuka ludzi gotowych do powstania.

“Gorączka powstańczej nocy” startuje z wielką pompą. Dostajemy rozbudowany zespół grający na żywo (raz nawet przyćmił śpiewających aktorów, bardzo ciekawie idąc w jazzowe rejony). Aktorzy tańczą, popisują się swoimi możliwościami. Wszystko prowadzi, momentami denerwujący, konferansjer, który co rusz wymusza na widzach brawa. Taka konwencja, trochę jak kabaretowy wieczór z dwójką. Jak biesiadny wieczór z telewizorem. Brawa zbyt częste, ale przyznać trzeba, że ekipa aktorska była solidna (czasem samemu chciało się trochę klasnąć, poddając się konwencji bez sprzeciwu). “Poważna” estetyka burdelu-kabaretu i aktor wystylizowany na czasy powstańcze w połączeniu z rubasznymi wywijasami, to coś wartego zapamiętania. Jak słynne animacje z Latającego Cyrku Monty Pythona. Na scenie same osobliwości, ale nie nachalne (nie licząc wiadomego oczywiście, który denerwując, w końcu wzbudzał rodzaj sympatii jako… Fuhrer zafascynowany nową Warszawą 2014). Cały spektakl, to zbiór skeczy i piosenek. Mniej lub bardziej udanych. Choć tutaj zapewne trafna będzie zasada “dla każdego coś miłego”. Żarty więc były i wysokich lotów, i tych zupełnie niskich, gdzie śmiejemy się z różnych wygibasów i niespodziewanie wypowiedzianego bardzo brzydkiego słowa. Trochę było kabaretu, trochę piosenki kabaretowej. To czasami uderzało. Ale bardzo często zapominało się, że na scenie prezentowane są przeplatające się ze sobą skecze.   Poziom wykonania znacznie przekraczał to, co zwykle oglądamy pod szyldem kabaretu. Estetyka, poziom gry aktorskiej, jakość muzyki… Tylko poziom dosłownie paru żartów mógł sprowadzić wybranych widzów na ziemię.

autor: Łukasz Maj

  • Gorączka powstańczej nocy
  • Kontrapunkt
  • Kontrapunkt 2014
  • Pożar w burdelu

About Łukasz Maj

View all posts by Łukasz Maj

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress