0

12 lutego 2014

Nie wyrosłam z języka „dikandisz”

O uczuciach, tęsknocie, tańcu, pożądaniu, a także o najnowszej płycie Dikandy rozmawiamy z frontmanką tego folkowego zespołu rodem ze Szczecina – Anną Witczak-Czerniawską.

Maciej Pieczyński: Czym zaskoczycie swoich słuchaczy na najnowszej płycie „Rassi”?

Anna Witczak-Czerniawska: Miedzy innymi nowym instrumentem – syntezatorem gitarowym, ale i oczywiście nowymi piosenkami…

Czy te utwory powstały głównie w  wymyślonym przez ciebie języku „dikandisz”?

Większość tak. To, co nas cieszy, to fakt, że każda kolejna płyta Dikandy jest coraz silniej zatopiona w specyficznym klimacie „dikandisz”. Te piosenki są od początku do końca nasze. I to dotyczy także języka dikandisz.

Od wielu lat śpiewasz w „dikandisz”. Dalej masz w sobie tyle fantazji i tyle inwencji żeby wymyślać swój język? I cały czas jest to tak samo spontaniczne, nie ujęte w karby słownika?

Ja od dzieciństwa wymyślam sobie słowa. Nie czuję tego jako koncepcję. Każde dziecko śpiewa wymyślonym języku. Ja po prostu z tego nie wyrosłam. Poza tym ten język otwiera dla nas publiczność, ułatwia kontakt ze słuchaczami podczas zagranicznych festiwali…

Bo to język którego i tak nikt nie rozumie…

Ja bym raczej powiedziała, że dikandisz to język, który wszyscy rozumieją. Tak uniwersalny jest.

Ile takich piosenek w języku dikandisz piszesz w ciągu roku?

Nie zadał mi nikt tego pytania… Moją słabością i siłą zarazem jest fakt, że nie pracuję w jakimś ściśle określonym trybie i porządku. Tworzenie muzyki przychodzi jakoś tak samo, samo się dzieje mimochodem. Pomysły przychodzą do mnie podczas jazdy samochodem, snu czy podczas prób… My jako zespół nawzajem się inspirujemy. Często zdarza się tak, że Daniel (Daniel Kaczmarczyk, perkusista Dikandy – red.) zagra jakiś rytm, i wtedy nagle padają słowa: „to jest to! Nie przestawaj! Graj!” i tak powstaje nowy utwór. Czasem też na przykład wpadnie mi nagle do głowy jakiś pomysł podczas jazdy samochodem. Od razu zapisuję tekst czy dźwięk na telefonie. Wszystko to od razu układam sobie w szufladkach w głowie.

Dikandisz przypomina języki bałkańskie czy bliskowschodnie… Może mimowolną przyczyną jest fakt, że dużo słuchasz muzyki orientalnej?

Niekoniecznie bo na przykład „Kori” – jeden z kawałków na „Rassi” – jeśli chodzi o tekst brzmi trochę jak skandynawski a trochę jak arabrski, bo słychać dużo „r”…

Ale miałaś sytuację po którymś z koncertów np. na Bałkanach że słuchacze komentowali wasze piosenki: „oni śpiewają w języku podobnym do naszego!”?

U nas oprócz pytania co to jest za język dużo się o języku nie mówi. Nasza muzyka wywołuje raczej poruszenie i emocje. Mnie się wydaje, że ludzie przeczuwają którymś zmysłem, nawet jeśli nie rozumieją tekstu wprost, że w naszych piosenkach tkwi jakaś prawda. To co my śpiewamy to nie jest żaden opis rzeczywistości, tylko wydanie z siebie radości. Ale nie takiej radości płytkiej, głupkowatej…

To może chodzi raczej o ekstazę czy euforię?

Nawet nie. Nasz śpiew to wyrzucenie z siebie emocji, w których słychać i cierpienie, i tęsknotę. Czyli uczucia, które są obecne w każdym z nas. Są wśród nas ludzie mniej wrażliwi, dla których jedyną potrzebą życia jest konsumpcja. Ale wydaje mi się, że nawet oni mają w głębi duszy tęsknotę, emocje. I odzywają się one w nich właśnie na dźwięk naszej muzyki. Ta chwila przypomnienia sobie o tej tęsknocie, o tej radości, to bardzo ckliwe rzeczy. Bardzo trudno mi się o nich mówi…

Dlatego wolisz o nich śpiewać nisz mówić. Co oznacza „Rassi”? Czy to też słowo w języku dikandisz?

Tak. „Rassi” to tytuł piosenki która ma następujący przekaz: „piękny mężczyzno, rozpal we mnie ogień i nie odchodź nawet, gdybyś czuł że się palisz!” To znaczy: nie bój się tego ognia, ten ogień może przestraszyć, ale naprawdę nie bój się go, spróbuj przetrzymać strach. To ma wiele płaszczyzn. Z jednej strony to jest bardzo zmysłowa piosenka napisana dla mężczyzny, wręcz opisany akt seksualny, a z drugiej strony jest to piosenka o wierności  – „nie odchodź nawet gdybyś czuł że się palisz”. „Ty bądź gotowy umierać, dla mnie ja będę gotowa umierać dla ciebie”. Ja jak tworzyłam ten utwór, byłam jeszcze przed ślubem. I wtedy postrzegałam tę piosenkę bardziej zmysłowo. A teraz bardziej na zasadzie spalania się dla siebie nawzajem. Spalanie się we wszystkim, chociażby w tym, żeby co jakiś czas powstrzymać emocje i nie walczyć o rację. Wydaje mi się, że te piosenki idą z nami przez życie, i wraz z tym życiem zmieniają się znaczenia tekstów.

A jak samo słowo Rassi powstało?

Tak samo jak słowo Dikanda. Było jednym ze słów z tekstu piosenki. Kiedy mamy problem z tytułem, to przeważnie staje się nim najbardziej nośne słowo. Rassi było najbardziej nośne, tak samo jak Dikanda czy Ajotoro.

Może dlatego że to „r” jest takie zadziorne emocjonalne…

Może.

A wracając do muzyki… co więcej możesz powiedzieć o samym klimacie tej płyty?

Nie wiem mamy jeszcze mało recenzji, dopiero jedziemy w Polskę z tą płytą. Byliśmy już za granicą – Niemcy, Austria, Szwajcaria. Na pewno na tej nowej płycie jest trochę starej, imprezowej Dikandy – takie kawałki jak instrumentalny „Delelej”. Dalej więc przy dźwiękach Dikandy będzie można potańczyć. Nowością jest brak utworów o cygańskim kolorycie. Ta płyta jest chyba najbardziej „transowa” z dotychczasowych. No i warto wspomnieć, że Kasia Bogusz, która śpiewa z nami już od sześciu lat, na „Rassi” po raz pierwszy pojawia się na płycie studyjnej.

rozmawiał: Maciej Pieczyński

  • Anna Witczak-Czerniawska
  • Dikanda

About Maciej Pieczyński

View all posts by Maciej Pieczyński

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress